Trudno nie zgodzić się z diagnozą, że wielu polskich artystów funkcjonuje w niestabilnych warunkach ekonomicznych. Nieregularne dochody, praca projektowa, brak stałego zatrudnienia czy konieczność łączenia działalności twórczej z innymi zajęciami powodują, że część osób wykonujących zawód artystyczny ma ograniczone możliwości budowania zabezpieczenia emerytalnego. Państwo ma prawo zastanawiać się, w jaki sposób wspierać kulturę i ludzi ją tworzących. Pytanie brzmi jednak nie „czy pomagać?”, lecz „jak pomagać?”. I właśnie odpowiedź zaproponowana w projekcie ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny budzi poważne zastrzeżenia.
Tworzenie przywileju dla jednej grupy zawodowej
Największym problemem projektu jest to, że ustanawia on odrębny mechanizm finansowania składek dla jednej, wybranej grupy zawodowej. Choć wsparcie ma objąć około 20 tysięcy spośród około 62 tysięcy zawodowych artystów, trudno znaleźć przekonujące uzasadnienie, dlaczego podobna pomoc nie miałaby przysługiwać tłumaczom, dziennikarzom, freelancerom, przewodnikom turystycznym, trenerom czy osobom prowadzącym działalność gospodarczą, które również często osiągają nieregularne dochody i samodzielnie finansują swoje składki. Państwo powinno tworzyć rozwiązania uniwersalne, a nie systemy dedykowane pojedynczym środowiskom zawodowym. W przeciwnym razie nieuchronnie pojawiają się pytania o równość wobec prawa i sprawiedliwość społeczną.
Finansowanie z pieniędzy wszystkich podatników
Szacowane koszty programu sięgają około 240 mln zł rocznie, a po doliczeniu wydatków administracyjnych mogą przekroczyć 300 mln zł. W skali budżetu państwa nie są to kwoty rewolucyjne, jednak każda nowa stała pozycja wydatkowa oznacza konieczność znalezienia źródeł finansowania. Ostatecznie środki te będą pochodziły od wszystkich podatników – także tych, którzy sami pracują na niestabilnych umowach, prowadzą działalność gospodarczą lub zarabiają podobne pieniądze, a mimo to nie mogą liczyć na dopłaty do swoich składek emerytalnych. Powstaje więc pytanie, czy taki podział środków publicznych jest rzeczywiście uzasadniony.
Niejasne kryteria – kto właściwie jest artystą?
Projekt zakłada stworzenie formalnego statusu artysty zawodowego. W praktyce oznacza to konieczność odpowiedzi na niezwykle trudne pytania: czy artystą jest twórca internetowy? Fotograf ślubny? Grafik komputerowy? Muzyk publikujący wyłącznie w mediach społecznościowych? Autor podcastów? Twórca gier? Granice działalności artystycznej stają się coraz bardziej płynne. Każda próba administracyjnego ich wyznaczenia rodzi ryzyko arbitralnych decyzji i poczucia niesprawiedliwości. Im bardziej skomplikowane kryteria, tym więcej sporów i odwołań.
Rozbudowa biurokracji zamiast prostych rozwiązań
Projekt przewiduje powołanie nowych organów odpowiedzialnych za funkcjonowanie systemu, w tym 15-osobowej Rady Programowo-Naukowej oraz aż 145-osobowej Komisji Opiniującej. Łącznie oznacza to stworzenie struktur liczących 160 osób. Dla programu obejmującego około 20 tysięcy beneficjentów tak rozbudowany aparat administracyjny może wydawać się nieproporcjonalny. Zamiast upraszczać system, państwo tworzy kolejne procedury, komisje i mechanizmy weryfikacji, które same generują koszty i zwiększają stopień skomplikowania całego rozwiązania.
Dopłaty nie rozwiązują prawdziwego problemu
Największą słabością projektu jest jednak to, że koncentruje się na skutkach, a nie przyczynach problemu. Niskie emerytury artystów są konsekwencją niestabilnych dochodów, ograniczonego rynku, słabej pozycji negocjacyjnej oraz zmieniających się modeli dystrybucji kultury. Dopłata do składek nie sprawi, że artysta otrzyma więcej zleceń, będzie lepiej wynagradzany czy uzyska większą ochronę swoich praw autorskich. Nie poprawi również warunków funkcjonowania instytucji kultury ani nie zwiększy popytu na działalność twórczą. Jest jedynie próbą złagodzenia skutków problemu, pozostawiając jego źródła bez zmian.
Ryzyko efektu domina
Jeżeli państwo uzna, że specyfika wykonywanego zawodu uzasadnia finansowanie składek emerytalnych, trudno będzie odmówić podobnego wsparcia innym grupom znajdującym się w porównywalnej sytuacji. Nietrudno wyobrazić sobie postulaty kierowane przez dziennikarzy, naukowców, sportowców, przewodników turystycznych, freelancerów czy osoby pracujące w sektorze nowych technologii. Każda z tych grup mogłaby przedstawić argumenty wskazujące na nieregularność dochodów i brak stabilności zatrudnienia. W efekcie wyjątek może stać się początkiem tworzenia kolejnych wyjątków.
Zachęta do optymalizacji dochodów
Mechanizm uzależniający wysokość wsparcia od osiąganych dochodów zawsze rodzi pokusę dostosowywania rozliczeń do obowiązujących progów. Jeżeli granica uprawniająca do dopłat wynosi około 68 tysięcy złotych rocznie, część osób może być zainteresowana takim planowaniem swoich przychodów, aby nie utracić prawa do wsparcia. Nie oznacza to, że będzie dochodziło do nadużyć na masową skalę, ale sam system tworzy bodźce ekonomiczne, które mogą utrudniać jego skuteczne funkcjonowanie.
Najważniejszym argumentem przeciwko projektowi jest jednak to, że próbuje on naprawiać fragment rzeczywistości zamiast cały mechanizm. Polska od lat zmaga się z problemem niestandardowych form zatrudnienia, pracy projektowej i samozatrudnienia. Problemy z odkładaniem na emeryturę dotyczą nie tylko artystów, lecz także wielu innych grup zawodowych. Zamiast tworzyć kolejny wyjątek, warto rozważyć reformę systemu składek lub mechanizmów zabezpieczenia społecznego obejmujących wszystkich pracujących w podobnych warunkach. Takie rozwiązanie byłoby bardziej sprawiedliwe, prostsze i mniej podatne na zarzuty o tworzenie przywilejów.
Reasumując, projekt ustawy powstał z odpowiedzi na realny problem, ale proponowane narzędzie wydaje się niewłaściwie dobrane do jego skali i charakteru. Wprowadza kosztowny mechanizm finansowany z pieniędzy publicznych, tworzy odrębne przywileje dla jednej grupy zawodowej, rozbudowuje administrację i nie eliminuje przyczyn trudnej sytuacji ekonomicznej twórców.
Pomoc dla artystów jest potrzebna, jednak powinna opierać się na rozwiązaniach wzmacniających ich możliwości zarobkowe, poprawiających warunki wykonywania zawodu oraz upraszczających system zabezpieczenia społecznego dla wszystkich osób pracujących w niestandardowych formach. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że dobrze brzmiąca idea stanie się kolejnym kosztownym wyjątkiem w już i tak skomplikowanym systemie państwa.
Tekst opracowany przez Zespół BACG/MŁ/MT/NK
/bacg/
Tekst powstał w ramach działalności Biura Analiz Centrum Grabskiego (BACG). Powstanie Biura Analiz Centrum Grabskiego sfinansowano w ramach realizacji zadania: „Edukacja społeczno-ekonomiczna wraz ze strukturalnym wsparciem dla Biura Analiz Fundacji Centrum im. Władysława Grabskiego” ze środków Narodowego Instytutu Wolności- Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO Priorytet 4. Zadanie realizowano w latach 2023-2024.

Biuro Analiz Centrum Grabskiego funkcjonuje aktualnie w ramach działań Centrum Myśli Narodowej, którego powstanie dofinansowano ze środków Funduszu Patriotycznego funkcjonującego w ramach Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego– Edycja 2021 Wolność po polsku.



























